Klinika Ambroziak oferuje pełen zakres wzajemnie uzupełniających się zabiegów z zakresu: dermatologii estetycznej i klinicznej, chirurgii plastycznej i naczyniowej, flebologii, ginekologii estetycznej i klinicznej, laryngologii, ortopedii, andrologii, urologii oraz fizjoterapii, dietetyki i kosmetologii.
Porada

Ideał piękna według Koreanek? Wygląd Europejki

Maria Kowalczyk
30 stycznia 2017

Mają wielkie oczy, bardzo jasną skórę, długie nogi, duże usta i biusty. Wszystkie te cechy nie należą do naturalnych cech dziewczyn z Korei, natomiast dzięki medycynie estetycznej i chirurgii plastycznej są coraz bardziej w zasięgu ich możliwości. Koreanki i Koreańczycy zarabiają więcej niż przeciętni Europejczycy, więc stać ich na poprawianie wyglądu i są na bieżąco z wszelkimi nowinkami w tej dziedzinie. Pytanie, czy tak ogromna ingerencja we własne ciało, jakiej poddają się Koreanki, nie przybiera zbyt ekstremalnych form?

Najsłynniejszą aferą związaną ze ślepym podążaniem za idealnym - czyli europejskim - wyglądem, była sprawa sprzed dwóch lat, kiedy Koreańczyk wystąpił o rozwód tuż po urodzeniu się córeczki. Powód: jego zdaniem była brzydka, miała małe azjatyckie oczy i wyglądała jak przeciętne koreańskie niemowlę. W przeciwieństwie do własnej mamy - a jego żony - która uchodziła wszem i wobec za piękność, ze względu na swoje wielkie oczy, jasną skórę i „europejskie” rysy twarzy. Koreańczyk oskarżył ją o oszustwo, w związku z tym, że się nie przyznała przed ślubem, że jej wygląd to w dużej mierze zasługa operacji plastycznych, a nie „dobrych” genów. Wieść obiegła internet, wzbudzając salwy śmiechu, ale i nagłaśniając poważny w gruncie rzeczy problem (pomijając osobistą tragedię tej rodziny, która stała się pośmiewiskiem). Korea Południowa operuje się, zatraca naturalny wizerunek i jest to zjawisko masowe. Na skalę całego kraju. – Granica pomiędzy dobrym wyglądem a przesadą jest bardzo cienka. Piękne jest podkreślanie natury, a nie jej karykaturalne przerysowywanie. Aby zachować naturalny wygląd, warto skorzystać z porady doświadczonego lekarza, który zaproponuje odpowiednie zabiegi– mówi dr Aleksandra Gołębiowska z Kliniki Ambroziak.

Większość nastolatek, wzorem tych z serialu Beverly Hills 90210 sprzed 20 lat, które operowały sobie na 16. czy 18. urodziny nosy, młodziutkie Koreanki operują sobie powieki. Blefaroplastyka to najbardziej popularny w Seulu zabieg, który każda kobieta, która chce wyglądać dobrze, powinna sobie wedle miejscowej etykiety zrobić. Powód? Azjaci nie mają wydzielonej górnej ruchomej powieki, tylko zrośnięta jest ona fałdem skórnym. I przez to oko wydaje się mniejsze. Stąd potrzeba większej ingerencji niż tylko malowanie oka w inny sposób, by je powiększyć. Przekonać się o tym można, oglądając mieszkanki Korei Południowej wystylizowane w najnowsze ubrania z kolekcji Balmain czy Chanel. Każda, która wygląda jakby zeszła z okładki Vogue’a, niezależnie od wieku ma „duże” oczy. Wielkie jak u ich popkulturowego symbolu - Hello Kitty. – Każda twarz jest inna i wymaga indywidualnego podejścia. Powiększając usta czy modelując policzki, nie staramy się nikogo upodobnić do innych, a jedynie wydobyć piękno, podkreślić naturę – mówi dr Aleksandra Gołębiowska z Kliniki Ambroziak.

Kolejną operacją, dość popularną w świecie Wschodu, a nawiązującą do popkultury rodem z Zachodu - jest wydłużanie nóg. Wykorzystuje się do tego celu metodę Ilizarowa lub jej podobne. Na czym polega operacja? W skrócie: na przecięciu kości kończyny dolnej i zamontowaniu do nogi stabilizatora zewnętrznego. Ilizarow odkrył, że tkanki żywe poddane stałemu powolnemu rozciąganiu generują siły, które stymulują i podtrzymują procesy regeneracji oraz powodują aktywny wzrost tkanek. Fenomen ten zależy jednak od dobrego ukrwienia, stymulującego działania sił mięśniowych oraz obciążenia ciężarem ciała, czyli nacisków osiowych. W efekcie powstaje wówczas tkanka kostna, która budową przypomina tę powstającą w trakcie wzrostu. Ale to jedna z wielu metod, której młode Koreanki się poddają, aby mieć nogi jak Giselle Bundchen czy Anja Rubik. Aż ciarki przechodzą po plecach, jak mocno zdesperowana musi być młoda kobieta, aby skorzystać z takiego zabiegu bez realnych wskazań medycznych (np. dysproporcja pomiędzy długością lewej a prawej nogi czy zatrzymanie wzrostu). Cierpienie związane z tą procedurą może kojarzyć się niektórym ze stopami-liliami w kulturze chińskiej (ideałem kobiecych stóp są te najmniejsze, najdrobniejsze, w związku z czym wśród arystokracji lub rodów do niej aspirujących w tradycyjnych domach wyłamywano młodym dziewczynkom palce u nóg i motano je bandażami; niektóre z nich umierały z powodu zakażenia wywołanego niehigienicznie wykonanym zabiegiem, niektórym ucinano nogi ze względu na gangrenę lub inny stan zapalny spowodowany brutalnym zabiegiem, a inne, te „szczęściary”, którym udało się przejść transformację w kobietę-lilię, do końca życia kuśtykały i poruszały się jak niepełnosprawne w specjalnym obuwiu).

Ideałem są kobiety Zachodu, wśród których popularny jest kanon smukłej sylwetki, ale z wielkim jędrnym i nieproporcjonalnym w stosunku do drobnej sylwetki biustem w stylu lalek Barbie tudzież estetyki porno. W Korei Południowej widać więc wychudzone drobne kobiety o ogromnych biustach, które, nie będzie to chyba wielkim odkryciem, do kanonu azjatyckiego piękna nie należą i są kompletnie obce budowie ciał Azjatek.

Ale zmienianie rozmiaru nie kończy się na samych biustach. Mieszkanki Korei powiększają również usta i policzki, wstrzykują w twarze kilogramy botoksu, co wszystko połączone w jedną poprawioną całość, tworzy wręcz karykaturalny efekt. Gros młodych kobiet traci swoją naturalną, dziewczęcą urodę właśnie przez to ujednolicenie wywołane zbyt wieloma poprawkami. Skutek jest więc odwrotny od zamierzonego. Koreanki chcąc wyglądać pięknie i oryginalnie, poprawiając urodę od stóp do głowy, wyglądają dość groteskowo. Przypominają lalki Barbie, bez wyrazu i własnego stylu. – Nie ma takich zmarszczek, których nie można ruszać. Czy to za pomocą toksyny botulinowej, czy wypełniaczy, wszystkie zmarszczki można zredukować. Sztuczny wygląd jest związany z nadmierną korekcją, która skutkuje brakiem naturalnej mimiki twarzy – wyjaśnia dr Gołębiowska.

Po ulicach koreańskich miast chodzą klony niby-Europejek o przedłużonych nogach, poprawionych ustach, biustach i powiększonych oczach, których rysy są już tak dalekie od tych charakterystycznych dla Azjatek, że trudno jest powiedzieć, czy to wciąż jest ładne czy już przybrało formę odrażających plastikowych masek bez mimiki wygładzonych „na blachę”? – Wiele jest rzeczy, które w wyglądzie można zmienić, ale wiele jest też rzeczy, na które nie mamy wpływu. Nie jesteśmy w stanie odmłodzić kogoś o 20 lat ani sprawić żeby wyglądał identycznie jak któraś z gwiazd. Pewne cechy jesteśmy w stanie „skopiować”, warto więc czasem przynieść zdjęcie swoje sprzed lat lub innej osoby, pamiętając jednak, że medycyna estetyczna ma swoje ograniczenia– tłumaczy dr Gołębiowska.

Z drugiej zaś strony następuje wymiana tendencji w dbaniu o urodę. Do Europy i Ameryki dociera moda na tak zwane K-Beauty (Korean Beauty), które polega na wielostopniowej pielęgnacji skóry i zachowaniu naturalnie pięknego wyglądu. Samo oczyszczanie, demakijaż i nawilżanie u Azjatek stanowi aż siedem gestów rano i siedem wieczorem. Co oznacza czternaście różnych kosmetyków do podstawowego codziennego oczyszczania nawilżania i mycia twarzy. Koreańskie pilingi, emulsje, pianki, lotiony stosowane regularnie, naprawdę robią różnicę w jakości skóry, jaką widać po ich używaniu. Nic więc dziwnego, że zdobywają coraz większe rzesze fanek i fanów na całym świecie.

Ale najbardziej K-Beauty zasłynęło z powodu genialnych masek w płatku. Wiele koreańskich (ale także innych azjatyckich) marek kosmetycznych produkuje maseczki na każdy typ i problem skórny, którymi następnie nasącza płatki wycięte w anatomicznym, dopasowującym się do rysów twarzy żelowym lub bawełnianym płatku. Istnieją dziesiątki tysięcy rodzajów maseczek ze składnikami naturalnymi. Nie tylko na całą twarz, ale i do pielęgnacji poszczególnych jej partii, jak specjalne płatki pod oczy usuwające sińce czy kolagenowe do pielęgnacji ust. Takich masek warto używać, kiedy chce się odświeżyć wygląd skóry, przed wielkim wyjściem lub żeby po prostu usunąć z twarzy oznaki zmęczenia.

Azjatki słyną również z nieskazitelnie jasnej skóry o jednolitym kolorycie. To zasługa ochrony przeciwsłonecznej, która jest w każdej kosmetyczce i torebce Koreanki. To akurat tradycja, której Koreanki pozostają wierne - oczywiście pomijając tę grupę, która podąża ślepo za europejsko-amerykańskimi kanonami, gdzie nadal złocista opalenizna jest najbardziej pożądanym odcieniem skóry - i mają rację! Skóra chroniona przed słońcem dłużej zachowuje nie tylko jednolity koloryt bez plam i przebarwień, ale także później ulega fotostarzeniu (powstawaniu zmarszczek i bruzd, utracie jędrności skóry, etc.). I to właśnie w Korei narodził się pomysł powstania pierwszych BB kremów (krem z podkładem i wysoką ochroną przeciwsłoneczną).

Życzymy sobie, żebyśmy częściej i chętniej korzystały z trendu K-Beauty opartego na używaniu masek, wielostopniowego oczyszczania i protekcji skóry przed słońcem i szkodliwymi czynnikami środowiska niż estetyki K-Pop (muzyka, która przypomina nasze disco-polo i w której dominuje wizerunek kobiety laki Barbie).

wszystkie porady

Promowane porady: