Klinika Ambroziak oferuje pełen zakres wzajemnie uzupełniających się zabiegów z zakresu: dermatologii estetycznej i klinicznej, chirurgii plastycznej i naczyniowej, flebologii, ginekologii estetycznej i klinicznej, laryngologii, ortopedii, andrologii, urologii oraz fizjoterapii, dietetyki i kosmetologii.
Porada

Czy leci z nami krem, czyli jak o urodę dbają stewardessy

Redakcja WP Kobieta
16 lutego 2017

Patrzysz na zdjęcia Mirandy Kerr czy Taylor Swift, która właśnie wysiadła z samolotu po 12 godzinnej podróży, i nie możesz uwierzyć własnym oczom? Idealna fryzura, promienna cera, zero niedoskonałości czy worków pod oczami… Czy zwykłe śmiertelniczki też mogą tak wyglądać po podroży klasą ekonomiczną? Mogą, ale zamiast szukać porad u makijażystek gwiazd, lepiej zapytać stewardessy o ich urodowe sekrety. W końcu piękny wygląd to jeden z ich służbowych obowiązków.

Warunki, w których pracują, bywają gorsze niż w fabryce: zimne, suche powietrze, nieustanny huk silników, mocne promieniowanie słoneczne, o czynnikach ludzkich (rozkrzyczane dzieci, awanturujący się pasażerowie) nie wspominając. Bez względu na trasę i czas trwania lotu stewardessy zawsze muszą wyglądać idealnie. Dlatego już po kilku miesiącach pracy mają swoje sposoby na przesuszoną skórę czy rozdwajające się paznokcie.

Alicja Smoczyńska lata od ośmiu lat. Zaczynała od linii czarterowych, dziś najczęściej obsługuje azjatyckie loty jednej z większych linii lotniczych na świecie. Ponieważ większość czasu spędza na pokładzie samolotu, musiała sama stać się ekspertem od urody, na szczęście chętnie dzieli się swoją wiedzą.

1. Woda ponad wszystko

– Powietrze w kabinie jest dramatycznie suche. Dlatego w czasie lotu koniecznie trzeba nawilżać skórę i dostarczać wodę do organizmu. Optymalna ilość wody to 100 ml na każdą godzinę lotu, choć gdy pracuję, staram się pić nieco więcej – podpowiada Alicja i zaznacza, że woda to dużo lepszy wybór niż słodkie napoje czy nawet najlepsze wino. Druga kwestia to nawilżanie skóry. – W mojej kosmetyczce mam cały arsenał nawilżających kosmetyków. Obowiązkowe są mleczka i olejki do demakijażu, serum z kwasem hialuronowym, dogłębnie nawilżający krem i maseczka, która błyskawicznie się wchłania i nie wymaga zmywania z twarzy – dodaje.

2. W stronę słońca

Piloci i personel pokładowy są szczególnie narażeni na promieniowanie słoneczne, zwłaszcza na długich lotach, które odbywają się na dużych wysokościach. Szyby w kokpicie mają specjalne filtry UV. Stewardessy muszą posiłkować się kremami z bardzo wysokim filtrem. – Przez lata uważałam, że kremy z filtrem UVA/UVB to marketingowa ściema. A potem zobaczyłam zdjęcia amerykańskiego kierowcy ciężarówki. Jego lewa część twarzy i ręka wyglądały jak pomarszczony pergamin. Stwierdziłam, że nie chcę po latach tak wyglądać. Dlatego regularnie aplikuję krem z filtrem SPF 50 na twarz i dłonie. Dzięki temu może uda mi się uniknąć zawodowych zmarszczek na czole czy policzkach – wyjaśnia stewardessa.

3. Makijażowy umiar

– Choć bardzo podoba mi się trend minimalistycznego makijażu, w pracy muszę stosować podkład, róż do policzków, pomadkę do ust i kilka innych produktów. Dlatego używam dobrych kosmetyków i nie nakładam zbyt wielu warstw. Zależy mi, aby makijaż wyglądał profesjonalnie, ale nie jak u profesjonalnej drag queen – mówi Alicja. Jest fanką rozświetlającego korektora YSL Touche Eclat, który stosuje, aby ukryć zasinienia pod oczami i nadać policzkom blasku. Do tego czerwona pomadka. – Czerwień jest jednocześnie profesjonalna i uniwersalna. Zęby wydają się bielsze, cera bardziej promienna. A poza tym łatwiej zapanować nad buntującym się pasażerem, który nie chce zapiąć pasów, gdy masz na ustach nieco czerwieni. To taki psychologiczny bonus – śmieje się pracownica linii lotniczych.

4. Włosy pod kontrolą

– Przed każdym lotem dopieszczam moje włosy. Suche powietrze w kabinie sprawia, że mocno się elektryzują, a końce są przesuszone. Dlatego dwa razy w tygodniu nakładam na włosy mocno regenerujące masło Rainforest Moisture z The Body Shop. Sklepy tej marki można znaleźć na lotniskach, więc nigdy nie kończy mi się zapas. Do tego w końcówki wcieram olejek arganowy – zdradza Alicja. Jej włosy co jakiś czas potrzebują wsparcia w postaci zabiegów regenerujących w gabinecie fryzjerskim. – Jestem fanką zabiegów, które odbudowują mostki dwusiarczkowe. Ilekroć farbuję włosy, wybieram salon, w którym dostępne są produkty Olaplex lub Fibreplex. Sprawiają, że nawet podczas rozjaśniania moje pasma są wzmacniane i nie muszę obawiać się połamanych czy rozdwojonych końcówek – zachwyca się.

5. Miękkie i zmysłowe

Popękane usta? Na pokładzie samolotu to niedozwolone. Każda stewardessa ma swoje sposoby na piękne usta. Większość z nich zakłada jednak dwa kroki: regularny peeling i stosowanie preparatu, który nawilży i natłuści wargi. Alicja, podobnie jak większość jej koleżanek, jest fanką Carmexu. – Po wylądowaniu od razu zmywam makijaż i do następnej podróży na usta nakładam tylko Carmex. Błyskawicznie je nawilża i pomaga przywrócić miękkość nawet po 12-godzinnym locie, podczas którego malowałam usta matową (czyli wysuszającą) pomadką – tłumaczy. A czym najlepiej wykonywać peeling? Miękka szczoteczka do zębów, drobny peeling do twarzy czy gąbeczka do demakijażu sprawdzą się idealnie. Pamiętaj, aby nie przesadzać ze złuszczaniem warg – możesz je nadmiernie przesuszyć.

6. Jak na dłoni

Zdaniem Alicji, pasażerowie częściej zwracają uwagę na dłonie personelu pokładowego niż na twarze. – Zdarzało się, że składano skargi na dziewczyny, które miały popękaną skórę dłoni czy odpryśnięty lakier na paznokciach – zdradza. Dlatego każda stewardessa regularnie nakłada krem do rąk, po każdym ich umyciu. – W każdej torebce czy walizce mam tubkę kremu. Ciągle testuję nowe specyfiki. Ostatnio oczarowały mnie kremy polskiej marki Yope. Wielka butla balsamu z miodem i bergamotką stoi w mojej łazience. Mam nadzieję, że niedługo wypuszczą wersję podróżną tego specyfiku!

7. Profesjonalna pomoc

Smoczyńska wie, że czasem trzeba poprosić o pomoc specjalistę. – Z racji mojego zawodu nie jestem wierną klientką jednego gabinetu kosmetycznego. Ale wiem, gdzie są te najlepsze w Hongkongu, Tokio i Pekinie. Gdy mam dzień czy dwa wolne, siadam na fotelu u specjalisty i pozwalam mojej skórze być rozpieszczaną. Regularnie robię mezoterapię i powoli zaczynam zaprzyjaźniać się z laserem frakcyjnym. To najlepsza kombinacja, aby nawilżyć i odżywić skórę, dodać jej blasku i poprawić gęstość. A gdy mam tylko godzinę, idę na masaż twarzy. To najlepszy sposób na to, by poprawić krążenie i dać skórze impuls do regeneracji – podsumowuje stewardessa.

wszystkie porady

Promowane porady: